niedziela, 16 września 2012

Rozdział I

Co to za uczucie? Ścisk w gardle, kłucie w sercu, drżenie rąk...Co się ze mną dzieje do cholery? Przecież to do mnie nie podobne. Nie jestem sobą..tylko dlaczego tak się czuje?
Do moich uszu dobiega krzyk, słyszę jak ktoś donośnie i z wściekłością wykrzykuje moje imię.
- Lucy ! Gdzie jesteś Lucy !
Słyszę to..słyszę gorycz w tych słowach,w znajomym głosie. Rozpaczliwie chłopak nie przestaje wołać, jego krzyki są coraz głośniejsze-jest co raz bliżej....
Nagle drzwi do komnaty runęły jakby był to domek z kart. Do komnaty wbiegł chłopak z potarganymi i różowymi włosami. Na mój widok nagle stanął, jakby coś go sparaliżowało a jego źrenice rozszerzyły się.
Za nim wleciał latający kot i wbiegła reszta jego kompanów, którzy również zatrzymali się widząc moją osobę siedzącą na kamiennych schodach prowadzących na wieże , wieże na którą nie mogłam wpuścić nikogo by bronić "ten skarb".
- Dalej nie przejdziecie.
- Lucy...co ty opowiadasz ? Zdziwiła się dziewczyna ubrana w srebrną zbroje, przyodziana o miecz właścicielka pięknych szkarłatnych włosów.
- Lucy...nasza Lucy...w końcu Cię znalazłem... Nagle różowowłosy chłopak uśmiechnął się szeroko i zaczął zbliżać się do mnie z wyciągniętymi rękoma - Zabieram Cię do domu, do naszego Fairy Tail. Już teraz wszystko będzie jak dawniej.
- Co ty...Co ty do mnie mówisz? O co Ci chodzi idioto, nigdzie z Tobą nie idę! Nie pozwolę Ci za nic w świecie wejść na szczyt tej wieży, więc nie zbliżaj się do mnie. Nie zmuszaj mnie do walki.
Chłopak znów stanął. Wciąż trzymał wyciągnięte ku mnie ręce , jego uśmiech nie znikał z twarzy, jednak z jego oczu wylewały się już łzy.
- Nie zgrywaj się Lu , pospieszmy się i uciekajmy stąd.Jednak młodzieniec wciąż nie mógł się ruszyć z miejsca.
- Widzę , że nie dajesz mi wyboru. Zamknęłam oczy i wyciszyłam się. Czułam jak rośnie we mnie siła. Nie chciałam tego robić, wciąż odczuwałam te dziwne objawy...wszystko przez tego różowowłosego. Jednak nie mogę pozwolić nikomu... nikomu bez wyjątku ! Cicho zaczęłam wypowiadać zaklęcie:
- " Ja jestem władcą nieba, mrok spowija nieboskłon ciemną nocą, przyjdź i rozświetl..."
Co to...za ciepło? Otworzyłam oczy by zobaczyć co się dzieje. Zdziwiłam się widząc różowe włosy przed moją twarzą, to ciepło biło od niego. Puszczając mnie z uścisku spojrzał mi prosto w oczy:
- Lucy ,proszę przestań...wracajmy. Wróć do mnie.

Co to za krzyk?To mój krzyk?

Leżałam na podłodze w swoim pokoju. Zanim zorientowałam się co tam na prawdę się dzieje minęła dobra minuta, po czym z szoku zaczęłam płakać. Nie mogłam przestać, to było okropne. To na prawdę był sen? Nie czułam w nim żadnych uczuć, nie rozpoznałam moich przyjaciół... Co za koszmar.
Z mojego łóżka nagle wyskoczył przerażony przyjaciel Natsu Dragneel
- Co się dzieje? Co się stało?
- "Pewnie naszej Lucy śniło się że znów przytyła parę kilo." Śmiał się Happy, który latał właśnie nad nami.
A więc to był tylko sen..głupi nic nie znaczący sen...
- Lucy? Wszystko w porządku? Przyjaciele zaczęli spoglądać na mnie pytającym wzrokiem.
- Happy...tym razem Ci daruje.
Zdziwieni przyjaciele patrzeli na siebie nie wiedząc czemu tak mocno ich do siebie tule.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

Moi mili ! :D
Na wstępie od razu wam powiem , że to moje pierwsze opowiadanie jak i blog jakie kiedykolwiek w życiu piszę. Jednak mam nadzieje że wena mi dopiszę a mój styl pisania przypadnie wam do gustu. Komentujcie i zapraszam was do czytania :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz